Dane kontaktowe
Zgromadzenie Córek Maryi Wspomożycielki
(Siostry Salezjanki)
Inspektoria Warszawska
  • ul. Warszawska 152, 05-092 Łomianki
matka_laura_main
is singular
Matka Laura
Biografia

Z dziełem Zgromadzenia Córek Maryi Wspomożycielki w Polsce, zapoczątkowanym w 1922 roku, nierozerwalnie złączona jest postać siostry Laury Meozzi – Włoszki, która wraz z pięcioma innymi salezjankami przybyła do Różanegostoku na Podlasiu, by w wierności stylowi wychowawczemu Założycieli, podjąć pracę wśród najbiedniejszych dzieci. Oto jej rys biograficzny, wybór drogi życia zakonnego, a także uwarunkowania przyjazdu do „kraju brzóz”, jak nazywała swoją nową ojczyznę.

Siostra Laura Meozzi

Laura była najmłodszym dzieckiem Angioli Mazzoni i Alessandra Meozzi. Urodziła się 5 stycznia 1873 roku we Florencji. Zgodnie z panującym zwyczajem, na chrzcie, poza imieniem, którym posługiwała się na co dzień, otrzymała także imiona: Cesarina, Stenia, Norina, Corinna i Maria. Toskania, region Italii, w którym wychowywała się Laura miał bogatą i burzliwą historię. Ostatecznie, w 1860 roku, stał się częścią Zjednoczonych Włoch. Miasto słynęło z licznych zabytków, a jego piękno od wieków przyciągało malarzy, pisarzy i artystów, oraz przedstawicieli różnych dziedzin nauki, dając mu miano stolicy włoskiego renesansu. Klimat ten, znacząco poszerzający horyzonty, w sposób istotny wpłynął na Laurę, która rozwinęła w sobie wrażliwość na dobro i piękno otaczającego ją świata oraz nabyła specyficznej kultury bycia.

Dziewczynka wraz z dwojgiem rodzeństwa, starszym od niej o sześć lat Janem i o trzy lata starszą Ritą, dorastała w środowisku bogatym w wartości, a dzięki interesom ojca, mogła cieszyć się także dostatkiem. Rodzice, a zwłaszcza matka, czuwali, by materialne wygody nie wpływały negatywnie na wychowanie dzieci, zabiegali, by te nie kierowały się jedynie spełnianiem własnych kaprysów, ale były otwarte na potrzeby innych i szanowali każdego człowieka. Wśród wspomnień zachowała się relacja, wedle której matka miała skarcić dziewczynkę, która zmęczona po jednej z wycieczek, wezwała pokojówkę. „Służba jest po to, aby pomagała nam w pracy, a nie po to, aby usługiwać młodym panienkom” – tłumaczyła córce. Laura, poza czasem spędzanym z rodzeństwem na licznych zabawach, lubiła także poświęcać go na długie spacery z ojcem, których celem było dotarcie do maryjnych kapliczek zbudowanych wśród pól. Ich relacja nacechowana była „wyjątkową czułością”, a ojciec, chcąc sprawić córce przyjemność, przystawał na jej liczne prośby. Oboje rodzice byli osobami wierzącymi, stąd starali się o chrześcijańskie wychowanie dzieci.

W 1877 roku na skutek krachu finansowego w majątku Meozzi, rodzina musiała przenieść się do Rzymu, gdzie Alessandro podjął pracę w Ministerstwie Finansów i Skarbu. Przeprowadzka ta wyznaczyła w życiu Laury nowy etap, którego początkiem była nauka w powstałym w 1878 roku przy Castro Pretorio, a następnie przy Pazza Indipendenza, Kolegium Sacro Cuore, prowadzonym przez Siostry św. Doroty „dla dziewcząt z arystokracji”. Naukę rozpoczęła w 1880 roku, mając siedem lat, a ukończyła w wieku szesnastu lat, w roku 1889. Nie uzyskała jednak dyplomu, ponieważ dokument ten był uważany za zbędny dziewczętom pochodzącym z wyższych sfer.

Program edukacyjno-wychowawczy proponowany przez siostry oferował podopiecznym nie tylko zdobycie gruntownej wiedzy, czy poszerzenie kultury osobistej, ale także duży akcent kładł na wychowanie religijne, spójne z tym, którego Laura doświadczała w rodzinnym domu. Ważnym momentem w formacji uczennic były doroczne rekolekcje szkolne prowadzone z inicjatywy sióstr przez ojców jezuitów. Jak wspominała Maria Mazzoli, koleżanka Laury ze szkoły, później również salezjanka i misjonarka w Polsce, „[…] były to dla Laury dni Bożego światła, które budziły w niej żarliwe myśli i uczucia oraz pozwalały dostrzegać wielkie ideały”.

W przekazach najbliższych zachowały się świadectwa, które obok żywości charakteru Laury, wskazują na jej nieprzeciętną wrażliwość i zainteresowanie życiem duchowym. Dziewczynka, przygotowana prawdopodobnie przez siostry św. Doroty, przystąpiła do Pierwszej Komunii w roku 1885 roku, mając dwanaście lat. Od tego momentu szukała okazji, by jak najczęściej uczestniczyć we Mszy świętej. Nawet przebywając w oddalonych od miasta posiadłościach ojca w Lucca w Toskanii, podejmowała trud drogi do kościoła, zachęcając do tego również tatę. Bliscy, znając pobożność Laury, nie utrudniali jej wykonywania praktyk pobożnych, jednak matka dziewczyny, kierując się zachowaniem etykiety obowiązującej w ich środowisku, dbała by dzieci uczestniczyły w licznych przyjęciach i balach. Spotkania te, choć nie stanowiły problemu dla Rity i Jana, dla Laury były przykrym obowiązkiem. Relacje znajomych potwierdzają, że dziewczyna nierzadko prosiła matkę o możliwość nieuczestniczenia w wydarzeniach, które były „udręką jej duszy”. Miała także wyznać rodzeństwu, że podczas zabaw widzi przed sobą postać Jezusa Ukrzyżowanego. Dlatego też wykorzystując nieuwagę zebranych wymykała się, by w ciszy oddawać się modlitwie, lekturze pobożnych książek i rozważaniu Męki Pańskiej.

Praktycznym wymiarem wiary Laury była podejmowana przez nią działalność dobroczynna. Współczucie dla ubogich i chorych, a także wyczulenie na ich potrzeby wszczepiła w dzieci Angiola. Co więcej, wzmacniał je fakt, że Laura, sama wątłego zdrowia, dodatkowo cierpiąca na chorobę oczu, które musiały być operowane, sama wielokrotnie doświadczała cierpienia fizycznego. W letniej willi Meozzi funkcjonowało małe ambulatorium, w którego pracę chętnie angażowała się także Laura. Poza rodzicami oraz wychowawczyniami z kolegium sióstr św. Doroty, osobą, która znacząco wpłynęła na duchowy rozwój Laury był salezjanin ks. Federico Bedeschi. Zamieszkiwał przy kościele Sacro Cuore w Rzymie, konsekrowanym 14 maja 1887 roku. Budową świątyni, na specjalne polecenie papieża Leona XII, kierował św. Jan Bosko, który rozpoczynając prace, jak w przypadku innych swoich dzieł, nie dysponował środkami finansowymi. Przekonując wówczas współbraci do podjęcia inicjatywy, z właściwym sobie optymizmem, mówił: „Daliście wszyscy głos negatywny tak na okrągło i to nie jest źle, gdyż działaliście według roztropności ludzkiej. Ale jeśli mi dacie zamiast „no” – „si” mogę was zapewnić, że Boskie Serce ześle nam potrzebne środki na wybudowanie mu świątyni, zapłaci nasze długi i jeszcze wynagrodzi nas pięknym napiwkiem”. Laura powiedziała kapłanowi o pragnieniu podjęcia drogi życia zakonnego w zakonie kontemplacyjnym. Ten uznał wówczas, że najlepszym miejscem będzie jeden z klasztorów karmelitańskich w Hiszpanii. Polecił jednak, by z decyzją zaczekała dwa lata. Równolegle, za namową koleżanki, Marii Mazzoli, Laura pomagała w organizacji spotkań w domu Córek Maryi Wspomożycielki dla dziewcząt ze wszystkich warstw społecznych, a zwłaszcza dla najuboższych. Dyrektorką domu była wówczas siostra Luigina Cucchietti, a jedną z asystentek dziewcząt siostra Lucia Arcidiacono.

Siostry salezjanki przybyły do Rzymu 5 grudnia 1891 roku. Zamieszkały najpierw w domu przy via Magenta, następnie w willi Cantoni przy via Marghera. Zmiana ta była wymuszona niewystarczającą ilością miejsca przeznaczonego na oratorium dla ubogich dziewcząt, którymi zajęły się siostry. Dodatkowo salezjanki pomagały w pracach domowych księżom salezjanom, mieszkającym przy kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa. Po upływie umówionego czasu kierownik duchowy Laury – ks. Bedeschi, zaproponował jej wybór tego młodego i nie dość jeszcze znanego w Rzymie zgromadzenia. Na sugestię tę Laura przystała ochoczo. Pierwszą osobą spośród bliskich, z którą podzieliła tę wiadomość była siostra Rita. Ta, kiedy dowiedziała się o zamiarze siostry, postanowiła również pójść w jej ślady, ośmielona zdecydowaniem i stanowczością Laury. Rodzice dziewcząt początkowo nie byli przychylni ich planom, z czasem jednak matka zaakceptowała decyzję córek. Ojciec, natomiast, pozostawał nieprzekonany przez kilka następnych lat. Wobec tego Laura i Rita nie tylko wyjechały z domu bez pożegnania z nim, ale przez następne lata nie utrzymywały z nim kontaktów. Laurze, bardzo zżytej z ojcem, przysparzało to cierpienia. Po złożeniu profesji zakonnej, za namową przełożonej generalnej matki Katarzyny Daghero, odwiedziła ojca, doprowadzając do pojednania.

Realizacja powołania zakonnego w Zgromadzeniu Córek Maryi Wspomożycielki

Formacja kandydatek do zgromadzenia Córek Maryi Wspomożycielki, obejmująca okres aspirantatu, postulatu i nowicjatu, odbywała się w Nizza Monferrato. Kompleks ten, złożony z klasztoru i kościoła, został nabyty przez ks. Bosko 6 maja 1877 roku. W zamyśle kapłana nowa placówka miała być zaadaptowana na zakład wychowawczy dla dziewcząt, jednak władze szkolne zaaprobowały tę prośbę dopiero w 1878 roku. Pierwsza grupa Córek Maryi Wspomożycielki przeprowadziła się z Mornese do Nizza 16 września 1878 roku. Ich zadaniem było doglądanie remontu, porządki, a także otworzenie oratorium dla dziewcząt z miasta i okolicy. Po ukończeniu prac doszło do uroczystego poświęcenia kościoła, który ku radości mieszkańców zachował tytuł Santa Maria delle Grazie. Stąd cały zakład szkolno-wychowawczy wziął nazwę „Instytutu Nostra Signora delle Grazie”, obowiązującą do tej pory. Tymczasową dyrektorką domu została siostra Petronilla Mazzarello, siostra Henryka Sorbone była asystentką wychowanek, szkołą kierowała siostra Róża Gaghero, a siostra Eliza Roncallo odpowiadała za kontakty z rodzicami wychowanek. Od lutego 1879 roku dom w Nizza stał się siedzibą Domu Generalnego Córek Maryi Wspomożycielki, a od zamknięcia domu w Mornese, 12 kwietnia 1880 roku, także jego domem macierzystymi miejscem, w którym kandydatki odbywały formację wstępną.

Laura i Rita Meozzi zostały przywiezione do Nizza Monferrato przez matkę 31 lipca 1895 roku109. Wspomnienia z tamtych czasów wskazują, że choć warunki życia sióstr poprawiły się w stosunku do pierwszych lat istnienia Zgromadzenia, nadal były skromne i zupełnie nie przystawały do tych, do których przywykły obie dziewczęta. Matka sądziła, że zmierzywszy się z nimi, a także doświadczywszy zakonnej dyscypliny, córki będą chciały wrócić do domu. Kiedy pozostały niezmienne w swoim postanowieniu, Angiola wróciła sama. Klimat rodzinny, poświęcenie, skromność oraz pobożność, których doświadczyły ze strony salezjanek, sprawiły, że zapragnęły żyć jak one, dlatego przeszedłszy pomyślnie próbę aspirantatu, Laura i Rita rozpoczęły postulat. W Zgromadzeniu salezjańskim postulat jest okresem inicjacji do życia zakonnego, w którym nie tylko kandydatki poznają jego specyfikę, lecz także same są poznawane, czy są zdolne do podjęcia charakterystycznej dla Zgromadzenia misji wychowawczej oraz kluczowego w salezjański charyzmacie życia wspólnotowego. Od 1894 roku mistrzynią postulantek, dbającą o ich przygotowanie do życia w stylu Córek Maryi Wspomożycielki, była siostra Marina Coppa charakteryzowana, jako „mistrzyni idealna”, która „bardziej niż słowem przemawiała przykładem, zdobywała i przyciągała dusze miłością”. Następnie, 26 kwietnia 1896 roku Laura wraz z Ritą i innymi nowicjuszkami, przyjęła habit zakonny i rozpoczęła dwuletni nowicjat. Jej mistrzynią była Oktawia Bussolino. Współsiostry wspominały, że Laura „wyróżniała się pokorą cierpliwością i głęboką pobożnością. Była przedstawiana jako wzór nowicjuszki”, a także, że „była wykształcona, roztropna, uległa, dobra do najwyższego stopnia”.

Dnia 17 kwietnia 1898 roku na ręce matki Katarzyny Daghero, drugiej po Matce Mazzarello przełożonej generalnej, Laura złożyła śluby zakonne. Program życia, jaki wówczas obrała, wyrażają słowa napisane własnoręcznie na kartce, którą miała przy sobie aż do momentu śmierci:

„Ukrzyżowanie duszy i ciała z Jezusem, w nieustannym wyniszczeniu. Iść w górę, iść zawsze w górę drogą krzyża, bez zatrzymywania się i z uśmiechem na ustach. Smakować powoli krzyż w opuszczeniu, w pogardzie, w ciemności. Uświęcać lata kropla po kropli. Pozwolić się krzyżować przez Boga i przez ludzi, ze słodyczą i pokorą, w milczeniu i dziękczynieniu. Wieść życie ukryte w Bogu, cierpieć we wszystkim i dla wszystkiego to, co sprawić większe cierpienie. Kochać cierpienie, pragnąć go, cieszyć się nim, przemienić się w Jezusa przez miłość i cierpienie”.

Jego radykalizm owocował zaangażowaniem w powierzane jej zadania, które wykonywała kompetentnie, ceniona za swoją gorliwość oraz życzliwość i dobroć dla wychowanek. Po uzupełnieniu wykształcenia – najpierw jeszcze w nowicjacie szkoły pedagogicznej, a później po zdaniu egzaminu publicznego i specjalizacji w zakresie robótek ręcznych i gimnastyki, podjęła pracę w Instytucie Nostra Signora delle Grazie w Nizza Monferrato w roli wychowawczyni, nauczycielki gimnastyki i asystentki wychowanek. Nastawieniem szkoły była promocja edukacji dziewcząt w celu integralnego kształcenia ich, zwłaszcza do podjęcia w przyszłości roli nauczycielki. Odbywało się to w oparciu o chrześcijański i katolicki system wartości, a także myśl pedagogiczną założyciela – św. Jana Bosko. Laura pracowała w niej w latach 1899-1901.

W tym czasie po niedoleczonej chorobie u siostry Laury rozwinęła się astma sercowa, która z różnym nasileniem doskwierała jej do końca życia, a objawy nasilały się zwłaszcza w czasie ostrych zim, kiedy żyła już w Polsce. Kolejną placówką, do której w 1901 roku została skierowana siostra Meozzi, był Instytut Maryi Wspomożycielki w Torrione di Bordighiera. Początki działalności FMA w tej miejscowości związane były z próbą wprowadzenia równowagi po herezji, jaka szerzyła się za sprawą protestantów. Ks. Bosko został proszony o to przez miejscowego biskupa Jana Chrzciciela Biale z Ventimiglia w 1876 roku. Działalność sióstr rozwinęła się w przedszkole, szkołę elementarną i uzupełniającą, oratorium, internat dla młodzieży oraz pensjonat dla kuracjuszy. Siostra Laura miała zastępować tam jedną z nauczycielek historii, geografii i fizyki w klasach uzupełniających i trzeciej elementarnej, a także była asystentką dziewcząt.

Następnie przez dziesięć lat – do roku 1912 siostra Laura pracowała w Instytucie św. Katarzyny w Varazze, który otwarty 23 września 1893 roku, początkowo pełnił funkcję sierocińca. Kiedy przejęły go salezjanki został zamieniony na szkołę z internatem. Pełniła tu role nauczycielki i asystentki dziewcząt, następnie wikarii i przełożonej domu. W okresie tym w życiu młodej siostry zostawiły ślad wydarzenia, które położyły się cieniem na historii całego zgromadzenia salezjańskiego. Trwająca wówczas we Włoszech szeroko zakrojona kampania antyklerykalna masonerii i socjalistów przeciw Kościołowi katolickiemu, w 1907 roku pociągnęła oskarżania wobec kolegium salezjanów w Varazze. Zdarzenia te, w literaturze nazywane „Fatti di Varazze”, nie ominęły także salezjanek, które ostatecznie oczyszczone z zarzutów, kontynuowały swoją działalność. Jednak definitywne zamknięcie sprawy przyniósł dopiero wyrok Trybunału w Savonie z 1908 roku, stwierdzający niewinność obu zgromadzeń.

Najważniejszym wydarzeniem w 1907 roku były dla Laury uroczystość ślubów wieczystych, które złożyła razem ze swoją siostrą Ritą 5 września w Bordighiera. Pobyt w Varazze był dla siostry Laury okresem wszechstronnego rozwoju osobistego, w którym rozwijała nie tylko swoje kompetencje wychowawcze, czy umiejętności organizacyjne, lecz także zdobywała coraz większe doświadczenie w życiu wspólnotowym, pogłębiając swoje relacje z siostrami, pracownikami i wychowankami. We wrześniu 1911 roku siostra Laura Meozzi przeniosła się do Genui, gdzie została ekonomką w zakładzie dla chłopców, zwanym Albergo dei fanciulli. Do dom, pełniącego rolę pogotowia opiekuńczego, trafiali chłopcy w wieku od pięciu do czternastu lat, często doprowadzani przez policję lub straż miejską, którzy byli pozbawieni opieki rodziców, pozostawali bez domu, zajmowali się żebractwem, bądź byli ofiarami przemocy. Celem, jaki stawiały sobie siostry było „oddać rodzinie chłopców zdrowszych i lepszych albo umieścić ich w instytucie lub w rodzinie, która ich adoptuje”. Po roku tej pracy siostra Laura została mianowana dyrektorką nowego domu w Genui, w którym funkcjonował pensjonat dla studentek, odtąd odpowiadała zarówno za opiekę nad dziewczętami, jak również troszczyła się o współsiostry.

Następnych dziewięć lat posługi upłynęło siostrze Laurze na Sycylii, gdzie pracowała kolejno w Ali Marina (1913-1918), w Katanii (1918-1921) oraz w Nunziata di Mascali (1921-1922)126. Działalność salezjanek na Sycylii miała początek 18 lutego 1880 roku, kiedy siostry objęły sierociniec w Katanii, powierzony im wraz z uposażeniem przez księżną Carcaci. Dzięki zaangażowaniu wielu sióstr, a zwłaszcza matki Magdaleny Morano, która pracowała na wyspie od 1880 roku, a z chwilą utworzenia tam Wizytatorii w 1893 roku, została pierwszą wizytatorką, na Sycylii funkcjonowały salezjańskie szkoły, oratoria, konwikty i pracownie. Instytut Maryi Wspomożycielki w Ali Marina z chwilą przybycia siostry Laury obejmował przedszkole, szkoły – elementarną, uzupełniającą i pedagogiczną, internat dla uczennic, oratorium i katechezę w parafii. Była dyrektorką i nauczycielką gimnastyki.

Wspomnienia z tamtego okresu pozwalają stwierdzić, że siostra Laura była postrzegana jako osoba troskliwa, kierująca się indywidualnym podejściem wobec każdego i szczególnie wyczulona na potrzeby chorych. Ta umiejętność stała się szczególnie cenna w czasie pierwszej wojny światowej, kiedy siostra Laura ukończyła kurs pielęgniarski z zamiarem opieki nad rannymi żołnierzami. Ostatecznie jednak nie została skierowana przez przełożone do tej posługi. Siostry wspominały, że dla nich „była zawsze bardziej matką niż przełożoną”. Dziewczęta traktowała z szacunkiem i życzliwością, pouczała siostry, że do nich nie należy nigdy mówić „z gniewem, ale zawsze ze spokojem”, zwracać się „zawsze dopiero, kiedy będzie całkowite milczenie”, a kiedy zauważy się „jakieś uchybienie, nie upominać natychmiast, lecz czynić to zawsze z dala od innych uczennic”. „Nie bądźcie nigdy stronnicze” – kończyła. Siostra Laura praktykowała i szerzyła wśród otaczających ją ludzi nabożeństwo maryjne. Wyrazem tej pobożności było wzniesienie groty maryjnej z figurą Matki Bożej Niepokalanej na podwórzu kolegium w Katanii, gdzie trafiła następnie jako dyrektorka.

Poza funkcjonującą tam szkołą prywatną, placówka obejmowała także konwikt dla studentek, oratorium świąteczne i przedszkole. Siostry katechizowały także w parafii. Dnia 26 września 1921 roku siostra Laura dostała nowe przeznaczenie do pracy w Nunziata di Mascali, gdzie salezjanki zostały zaproszone jeszcze w 1892 roku przez miejscowego proboszcza Angelo Patané za zgodą tamtejszego biskupa. Wspólnota przy zakładzie dla dziewcząt liczyła dziesięć sióstr, zaangażowanych w przedszkole, szkołę elementarną z internatem, oratorium świąteczne i katechezę w parafii. Rok 1922 wiązał się z obchodami pięćdziesięciolecia istnienia Zgromadzenia Córek Maryi Wspomożycielki, które uroczyście świętowano od 5 do 15 sierpnia w Nizza Monferrato. Tam również od 8 do 18 września odbywała się VIII Kapituła Generalna Zgromadzenia, na którą jako delegatka została powołana siostra Laura Meozzi. Wówczas zapadła decyzja o rozszerzeniu działalności Zgromadzenia na ziemie polskie i doszło do wyboru skierowanych tam misjonarek. Wśród nich znalazła się 49-letnia siostra Laura Meozzi, która we Włoszech przepracowała 24 lata.

Dzieło Córek Maryi Wspomożycielki w Polsce

Fundacja nowych placówek w pięćdziesiątą rocznicę powstania Zgromadzenia Córek Maryi Wspomożycieli, zgodnie z zachętą generała salezjanów ks. Filipa Rinaldiego, miała wyrażać wdzięczność dla jego patronki – Maryi Wspomożycielki – za dotychczasowy rozwój dzieł prowadzonych przez siostry. Matka Generalna Katarzyna Daghero popierała progres Zgromadzenia przy równoczesnym umacnianiu go w jego charyzmatycznej tożsamości.

Decyzja o rozszerzeniu działalności salezjanek na nowe kraje, w tym również na Polskę, zapadła 6 września 1922 roku podczas rady poprzedzającej Kapitułę Generalną.

Na wspominanej Kapitule, w której jako delegatka brała udział siostra Laura Meozzi, wybrano siostry, mające zapoczątkować pracę salezjanek w odradzającej się Rzeczpospolitej. Powołano wówczas sześć sióstr – trzy Polki oraz trzy Włoszki, którym w roli dyrektorki miała przewodzić Laura Meozzi. Poza nią w gronie znalazły się: Anna Juzek, Anna Walenga, Anna Ścisłowska, Maria Mazzoli oraz Franciszka Barucco.

Grupa sióstr, której w podróży towarzyszył ks. Andrzej Kuczewski, polski salezjanin, misjonarz w Stanach Zjednoczonych, wyruszyła z Nizza Monferrato 30 października 1922 roku. Do Oświęcimia, gdzie oczekiwał ich dyrektor zakładu salezjańskiego ks. Jan Świerc, przyjechali 5 listopada. Następnie, żegnani przez 400 wychowanków placówki, wyruszyli w dalszą podróż przez Warszawę. Do Różanegostoku dotarli 8 listopada 1922 roku.

Obecność systemu prewencyjnego w życiu siostry Laury Meozzi

Jak Maria Dominika Mazzarello dokonała twórczej interpretacji założeń systemu prewencyjnego, wzbogacając go o silny rys kobiecy, i adaptowała do potrzeb Mornese, tak Matka Laura Meozzi rozumiała dobrze, że aby podjęta działalność opiekuńczo-wychowawcza była skuteczna, musi zostać spersonalizowana i dostosowana do warunków zastanych w Polsce. Sama będąc Włoszką, początkowo miała trudności ze zrozumieniem nowych realiów, a także mentalności i kultury Polaków, jednak nieustannie czyniła starania, by je poznawać. Jak podkreślały siostry, zależało jej zarówno na wychowaniu w duchu katolickim, jak również patriotycznym, dlatego poświęcała czas, by zgłębiać także polską historię, tradycje oraz obyczaje, często zupełnie odmienne od tych, w których sama została wychowana. Zaowocowało to tym, że „pokochała Polskę, jak swoją drugą ojczyznę”, i w pamięci wielu pozostała, jako salezjanka, która „[…] dla Polski poświęciła swoje życie w wielkim wyrzeczeniu, ubóstwie i pracy”. Odwoływanie się do zinterioryzowanych przez nią wartości, tak silnie wpisanych w tożsamość jej podopiecznych, służyło kształtowaniu ich, jak chciał ks. Bosko, „na dobrych obywateli i chrześcijan”.

Doświadczenie Matki Laury zostało wzbogacone dzięki charakteryzującej ją umiejętnością słuchania sióstr, współpracowników i wychowanków. Ważne jest by podkreślić, że na tych trzech grupach koncentrowała się jej działalność, która nie miała charakteru jedynie opiekuńczo-wychowawczego, ale także formacyjny, zwłaszcza w stosunku do sióstr, mających podjąć misję wychowania zgodnie z założeniami systemu prewencyjnego.

Wiedząc, że w procesie wychowania istotną jest więź łącząca wychowawcę i wychowanka, formatorkę i osobę formowaną, starała się o bliskie relacje, wykazując przy tym zdolność ich inicjowania. Dużą barierę w kontaktach dla niej i dla osób z jej otoczenia stanowiły różnice językowe, które niwelowała korzystając z pomocy tłumaczy – początkowo s. Anny Juzek, a później s. Zofii Sowińskiej oraz s. Bronisławy Rudzkiej. Również po latach „po polsku nie wyrażała się ze swobodą”, a nawet raczej „mówiła po włosku”, dlatego, by być zrozumianą, prosiła o tłumaczenie konferencji i słówek. Pomimo utrudnień w komunikacji już przy pierwszym spotkaniu wzbudzała zaufanie, i pozostawiała wrażenie osoby dobrej, macierzyńskiej. Jak twierdzono, w jej sposobie oddziaływania na otoczenie ujawniał się „przedziwny urok”, a podstawą wpływu, jaki wywierała było poszanowanie godności i szacunek wobec osoby.

Matka, ceniła sobie osobiste spotkania, które otwierały przestrzeń do dialogu, zbliżały i dawały możliwość poznania osoby – jej charakteru, sposobu postrzegania świata, potrzeb. We wspomnieniach zachowały się przekazy świadczące, że jej pokój był zawsze otwarty dla tych, którzy potrzebowali kontaktu, a kiedy rozmawiało się z nią, mogło się odnieść wrażenie, że jest „całkowicie zainteresowana” przedkładaną jej sprawą, i co więcej – wychodząc, każdy był przekonany, że jest kochany i „szczególnie uprzywilejowany”. Charakterystyczne, że w zachowanej korespondencji, którą matka prowadziła z siostrami niejednokrotnie pobrzmiewała szczera troska o siostry wyrażona pytaniem: „jak się obecnie czujesz i czego może potrzebujesz”, przy równoczesnym zapewnieniu, że „z mojej strony postaram się ci dopomóc, w czym tylko będę mogła”. Poprzez siostry „mateczka” interesowała się także sprawami mieszkańców wioski czy miasta, którzy nierzadko sami przychodzili do niej czując, że „była matką dla wszystkich, nie tylko dla sióstr i dzieci, ale i dla świeckich”. Spotkania te wpisywały się w misję wychowawczą salezjanek, która realizowała się w dziełach formalnych, typowych dla misji zgromadzenia, a co więcej, swoim zasięgiem obejmowała też rodziny dzieci, uzupełniając sprawowane przez nie funkcje. Równie ważne, że stanowiła pomoc w pogłębianiu przez nie wiary oraz nabywaniu kompetencji wychowawczych. Owocowało to dużym przywiązaniem z ich strony, czego dowodem jest chociażby postawa społeczeństwa w trakcie konfliktu między siostrami a inspektorem szkolnym. Wówczas wszyscy stanęli „po stronie sióstr, tak że 10.000 ojców i matek przedstawiło i podpisało petycję, że chcą, aby siostry wychowywały ich dzieci i nie zostały usunięte z Mysłowic”.

Zachowane wspomnienia są świadectwem niespotykanej przenikliwości s. Laury i jej zdolności wczuwania się w potrzeby innych, którym starała się pomóc poprzez radę – „jeżeli to wypada”, budujące słowo i pocieszenie, a kiedy trzeba było także wsparcie materialne. W relacjach międzyludzkich starała się także zwracać myśl rozmówców ku Bogu, zabiegając przy tym, by zachowanie jej i sióstr „wszystkich budowało i żeby nikt nie odszedł ze złym wrażeniem”.

Pomimo ubóstwa, z jakim mierzyły się siostry, widząc materialne braki wielu rodzin, matka wychodziła im naprzeciw szukając rozwiązania trudnej sytuacji. I tak – godziła się na całościowe stołowanie dzieci, posyłanie do najbiedniejszych darów w postaci żywności, ubrań, słodyczy, a także, jak w przypadku jednej z mieszkanek Pogrzebienia na „pełne utrzymanie” jej najmłodszych córek. Innym razem zaradziła prosząc dwie salezjanki o regularne wizyty w domu dziewczynki, gdzie miały opiekać się jej chorą matką i doglądać spraw, czy też osobiście zajęła się małym dzieckiem zabranej do szpitala kobiety. Często siostry nie były zdolne zapobiec ubóstwu materialnemu, same borykając się z problemami, to powodowało cierpienie matki, jednak jej gotowość i chęć pomocy już były pocieszeniem. Co więcej, w otoczeniu zdumienie budziło, że pochodząc „z arystokratycznej rodziny” matka Laura umiała dostosować się do skrajnego ubóstwa pierwszych placówek. Siostry wspominały, że we wszystkim dzieliła ich los, nie oczekując dla siebie żadnych wyjątków, a „jej rzeczy były bardzo ubogie, znoszone, pocerowane”.

Również świeccy, którzy nie znali jej pochodzenia, kiedy przy okazji audycji nadawanej po jej śmierci w Radiu, fakt ten wyszedł na jaw, nie kryli uznania i wdzięczności.

Niemniejszą troską matka Laura otaczała również rodziny sióstr, a kiedy zaszła potrzeba okazania im pomocy „czyniła to według możliwości i natychmiast”, jak na przykład, wtedy gdy po zbombardowaniu domu rodziny Kwiecień, zaprosiła do Laurowa matkę i siostrę s. Heleny, „udzielając im serdecznej gościny przez cały miesiąc”. Nalegała także, by siostry odwiedzały chorych rodziców, i w ten sposób okazywały im miłość i wdzięczność.

W tym miejscu, należy zauważyć, że matkę charakteryzowała duża wrażliwość wobec osób chorych, wykształcona zapewne pod wpływem osobistych doświadczeń. W listach często skrupulatnie instruowała dyrektorki, jak postępować z chorą – „Postaraj się, aby miała dobre miejsce w sypialni, by zimno jej nie zaszkodziło i by miała dobrą opiekę. Trzeba też zwrócić uwagę na jedzenie: niech otrzyma dobre i odpowiednie” – polecała.

Podobnie w kontaktach z pracownikami świeckimi, dbając o pozytywne relacje, s. Laura wykazywała dużo uwagi i serdeczności. Starała się również o ich formację poprzez zostawianie dobrego słowa czy zachęty do dobra. W swoich listach pisała: „Polecam wam nauczycielki: ty, siostro Broniu, pytaj je często, czy czegoś potrzebują”. Pouczała także: „Traktujcie [nauczycielki] tak, jakby należały do rodziny, aby czuły wokół siebie osoby, które je kochają i dzielą z nimi pracę. Jednym słowem, pomagajcie im, aby one pomagały wam”.

Poważnym zmartwieniem matki Laury u początków jej działalności w Polsce był brak dostatecznej liczby wykwalifikowanego personelu kierowniczego i wychowawczego. By poprawić ten stan rzeczy „jak tylko mogła, posyłała siostry na kursy dokształcające”. Z jednej strony należy widzieć w tym pragmatyzm, skutkujący uzupełnieniem aktualnych braków, z drugiej dalekosiężne przewidywanie i „inwestycję na przyszłość”, w której dzieło Córek Maryi Wspomożycielki, rozrośnięte, będzie wymagało kolejnych kadr. W listach pisała: „W tych czasach potrzebujemy osób bardzo wykształconych, aby dorównywać instytutom świeckim, w których liczna młodzież wychowuje się bez podstaw religijnych”.

Dodatkowo potrafiła właściwie dobrać i zaangażować świeckich, którzy posiadając stosowne kwalifikacje, wspierali wychowawcze oddziaływania salezjanek. W jej ustach często słyszalną była także modlitwa: „O Panie, przyślij nam jakieś osoby wykształcone, tak bardzo ich potrzebujemy”. Swoistą szeroką perspektywą patrzenia wykazywała się również w innych, mniejszych decyzjach, jak wtedy, gdy posyłając s. Stefanię Tycner do Wilna, miała wówczas na względzie, że kiedy trafi tam po profesji zakonnej, „malcy […] będą już ją znali, nie będą się bali i będą spokojni”.

Widząc wysiłek i staranie sióstr, uczących się często się do późna, matka troszczyła się o ich zdrowie, „które jest konieczne do czynienia dobra i zbawiania dusz”, przykładowo poprzez przynoszenie im dodatkowego posiłku, zalecenie zażywania tranu czy naleganie na odpowiednią ilość czasu na sen. Równocześnie zachęcała do szukania równowagi i zachowywania umiaru. Te po wielu godzinach pracy czy nauki, miały zapewnić czas przeznaczony na odpoczynek oraz wspólną rekreację. Siostra Laura, zgodnie z intuicją św. Jana Bosko, starannie dbała o ten punkt dnia. Rozumiała dobrze, że był okazją do odprężenia, nabrania sił czy zdystansowania się do trudności, ale przede wszystkim, że niósł szansę na pogłębienie kontaktów. Opiekun-wychowawca, stając pośród dzieci, skracał dzielący ich dystans, oswajał z sobą i przekonywał, że w pierwszej kolejności jest przyjacielem, któremu zależy na ich dobru i któremu nawet tak błahe sprawy, jak ich zainteresowania nie są obojętne. Ksiądz Bosko był przekonany, że kiedy wychowawcy będą kochali „to, co kocha młodzież, to młodzież będzie kochać to, co” kochają oni. Z tego powodu, podejmowane rozmowy częstokroć okazywały się skuteczniejsze. Dlatego też matka pisała w jednym z listów: „Niech siostra Julia [Szewczyk] pomaga tym dziewczynkom. Niech rozmawia z nimi podczas rekreacji i zachęca je, aby przykładały się dobrze do pracy nad sobą i stawały się lepsze”. Przekonana, że „ruch i powietrze to jedyne prawdziwe lekarstwo, które uzdrawia wszystkich”, zachęcała, by rekreację spędzać w ruchu, na przykład podczas przechadzek, w czasie których wychowanki mogłyby nabrać słońca i światła, „by mieć zdrowie i siły”. Przy tym ostrzegała siostry przed zbytnią poufnością, przez którą mogłyby stracić szacunek – „[…] nie pozwalaj, aby cię dotykały, chwytały lekkomyślnie za rękę” – nakazywała. Przyznawała, co prawda, że sama pozwala sobie „zrobić jakąś pieszczotę”, jednak czyniła to z rozwagą, posiadając doświadczenie, którego brak młodej „ochroniarce”.

Zdanie to ujawnia także założenie, którym kierowała się w podejściu do ludzi, że wszyscy podlegają procesowi rozwoju – są jak dzieci, które uczą się chodzić. Często upadają, lecz potem nauczą się i już więcej nie upadają. Wykazując się znajomością ludzkiej natury, uspakajała i pouczała: „[…] musisz się przekonać, że żyjemy wśród stworzeń, które dają to, co mogą dać, i jeśli dzisiaj błądzą one, to jutro my błądzimy; i nigdy nikogo nie poprawimy, jeśli będziemy się denerwować i traktować źle”. Co więcej, matka nie stawiała wymagań nieadekwatnych do wieku i poziomu rozwoju, raczej, dostrzegała słabe strony i braki, jednak umiała przyjmować innych takimi, jakimi byli.

Równocześnie, widząc potencjał rozwojowy i dobro tkwiące w człowieku, nie obniżała stawianych wymagań, ale akcentowała to i zapraszała do pracy nad sobą. We wspomnieniach sióstr, a także w zachowanej korespondencji można zauważyć, że również w tym względzie stosowała zasadę indywidualizacji – wiedziała od kogo i w jakim momencie może wymagać więcej, wówczas dopuszczała pewną surowość i nieustępliwość, które słychać między innymi w słowach: „Dyrektorka jest dla was matką, a więc niech czuwa nad wami i niech was nie oszczędza, dopóki się nie poprawicie”, a kiedy z łagodnością stwierdzić: „[…] ja bym tak samo postąpiła”. Nie był to przejaw faworyzowania, ale roztropnego prowadzenia osoby dostosowanego do możliwości. Należy dodać jeszcze, że w razie upominania i korygowania uchybień matka Laura czyniła to z taktem pedagogicznym, uważając przy tym „[…] by podnieść na duchu i by otrzymana uwaga nie pozostawiła w czyimś sercu przykrości”.

Pragnienie dobra i wzrostu osoby kierowały nią także, kiedy braki personalne wymusiły konieczność obarczania poważnymi odpowiedzialnościami również postulantek, nowicjuszek i młodych sióstr. Wiedziała, że niekiedy zlecane zajęcia przekraczały możliwości osoby, jednak widząc w tym szansę na postęp, oferowała swoją pomoc i nie szczędziła wskazówek, które nie były „pustym frazesem”, ale wypływały z życiowego doświadczenia i „głębokiego przekonania”. Posyłając siostry do różnych zajęć nie używała rozkazów, ale mówiła: „Wiesz, jest taka potrzeba, nie mam kogo posłać”, „famami piacere? [zrobisz mi przyjemność – N.R.]”. Chciała, by siostry zrozumiały, że każdy rodzaj pracy ukierunkowany był na realizację celu wyznaczonego przez Założycieli – „zbawienie dusz”, nawet, jeśli bezpośrednio dotyczył innego zaangażowania. „Niech każda pracuje na swoim odcinku, jedna słowem, inna asystencją; jedna w pracowni, inna w kuchni; jeszcze inna pomagając gdzie potrzeba. Niech każda robi co może, aby zbawiać dusze, pomagać im stawać się dobrymi i kochać Maryję” – zachęcała.

Bliskość, w jakiej pozostawały z matką, dawała siostrom pewność, że to, co polecała, zarówno w sprawach duchowych, czy też codziennych „było przez nią dobrze przemyślane, przemodlone i podane z miłością i w dobrym tonie”. Przekonanie to pomagało zwłaszcza w przyjęciu zobowiązania sprawiającego trudność. W takich chwilach, matka także towarzyszyła, starając się pomóc w akceptacji: „Wiem z czasów przedwojennych, że nie lubisz kuchni i zajęć z nią związanych, ale dziecko, dziś jest czas zbierania zasług i cierpienia, a więc nie uciekajmy od okazji, która może jest decydującą dla naszego przyszłego życia. Kieruj się roztropnością, nie z punktu widzenia osobistego, ale członka naszej rodziny, rozumiesz?”

Matka Laura nie chciała, by jej wskazania czy polecenia, całkowicie odpowiadające Regule zakonnej Zgromadzenia CMW, były przyjmowane jako zbiór pustych zasad czy norm do wypełnienia, ale chciała, by siostry podchodziły do nich roztropnie i potrafiły dostosowywać do aktualnych potrzeb. W jednym z listów tłumaczyła: „Co się tyczy ścisłego milczenia i nieregularnego chodzenia na spoczynek, to postaraj się dostosować do potrzeby niezbędnej, która cię będzie mogła usprawiedliwić przed Bogiem i ludźmi, bo miłość pokrywa mnóstwo grzechów”. Pobudzała tym samym do krytycznego myślenia i podjęcia odpowiedzialności za swoje życie.

W mniemaniu s. Laury proces wychowania oraz proces formacji, powinien opierać się na współpracy wychowawcy i wychowanka, osoby formującej i formowanej. Tu nie mogło być mowy o nacisku, czy próbach wymuszenia. Proponując siostrom różne kierunki pracy nad sobą, zmierzającej do dojrzałości, pozostawiała im wolność wyboru, pisała: „Ja ci pomogę, jeżeli ty pozwolisz sobie pomóc, jeżeli będziesz mnie słuchać i z pokorą będziesz praktykować to, co ci będę mówić”. Robiła jednak zachęty i powoływała się na postawę cenioną przez siebie najbardziej – przynoszenia chwały Bogu i Madonnie oraz czynienia dobra dla dusz. „Niech to będzie ciągły akt miłości, wiary, miłosierdzia; niech to będzie gromadzenie nieskończonych zasług na niebo” – prosiła. Cieszyła się, kiedy była darzona zaufaniem, ponieważ tylko znając „wszystko to, co jest w sercu”, mogła „trochę pomóc”.

Umiała stanowczo, ale z szacunkiem upomnieć: „Masz rację, moja droga, ty mało pracujesz nad sobą w duchu, a to jest najważniejsze i na to powinniśmy skierować nasze starania i naszą gorliwość”. Dawała też poczucie stałości, akceptacji i bezwarunkowego przyjęcia: „Jestem blisko ciebie sercem i modlitwą, zawsze gotowa by ci pomóc, także wtedy gdy jesteś niedobra”.

Specyficznym rodzajem obecności matki w życiu sióstr i równocześnie formą dialogu z nimi było prowadzenie korespondencji. Choć pisanie listów wymagało czasu i ze względów zdrowotnych wiązało się dla s. Laury z trudnościami, nie rezygnowała z nich, chcąc pozostawać w kontakcie ze swoimi córkami. „Wszystko to, co was interesuje, interesuje także mnie: bądźcie tego zawsze pewne”- pisała. Listy stanowią nie tylko bogate źródło wiedzy na temat codzienności i niełatwych realiów życia, lecz także są zapisem macierzyńskiej troski matki i próbą podtrzymania jedności między siostrami, co okazało się szczególnie cenne zwłaszcza w czasie wojny.

Przywołane przykłady jednoznacznie wskazują, że w działaniu matki Laury nie było miejsca na przypadkowość. Każda jej aktywność była dobrze przemyślana, co nie oznacza, że nie pozostawiała miejsca na swobodę. Zachęcała siostry, by nie były „sztywne w trzymaniu zasad”, lecz zawsze kierowały się miłością. Jednak, gdy chodziło o wychowanie, zachowywała wysokie standardy i stawiała wysokie wymagania. „Róbcie tak, abyśmy miały dobrą opinię” – nalegała. Gdy chodziło o dobro i bezpieczeństwo dzieci, widząc niedopatrzenie, czasem potrafiła surowo skarcić: „Jesteście lalkami, a nie asystentkami”, zachęcając przy tym do większego wysiłku i obowiązkowości. Zabiegi o jak największą poprawność sióstr były powodowane przedkładaniem dobra dzieci ponad wszystko, ale także chodziło o to, by w trudnej sytuacji społeczno-politycznej w Polsce, „nie dać nikomu okazji do usunięcia nas i zabrania nam dzieci”. Co więcej, doświadczona życiem, wiedziała, że tym, co pozyskuje innych, jest dobry przykład.

Matka doglądała spraw, jednak nie czyniła tego z zamierzeniem kontrolowania, ale ze szczerego zainteresowania siostrami i wychowankami oraz chęci zaradzenia brakom w razie potrzeby. Co więcej, ufała siostrom i szanowała ich inicjatywę. W żadnej sprawie nie działała też nigdy bez porozumienia z siostrami i wychowankami. Przykładowo, jeden z wychowanków opowiadał, że „mateczka” widząc postępy w nauce, jakie zrobił, załatwiła mu miejsce w gimnazjum salezjanów w Sokołowie Podlaskim. Po kilku miesiącach, kiedy wrócił do Pogrzebienia prosił, aby mógł zostać i uczęszczać do gimnazjum w pobliskim Raciborzu. Matka, wysłuchawszy go, nie tylko wyraziła zgodę, szanując jego wolę, ale też postarała się o mieszkanie i rower, ułatwiający dojazd. Jej zainteresowanie losami dzieci nie ustawało nawet z chwilą opuszczenia salezjańskiej placówki, wtedy nadal uczestniczyła w ich życiu, przyjmowała ich odwiedziny, oferowała wsparcie, motywowała do zaangażowania i podsuwała propozycje dalszego rozwoju czy pracy.

Całkowite poświęcenie matki Laury i oddanie dla dobra wychowanków przejawiało się w trudzie podjętym by wychować ich do samodzielności oraz odpowiedzialności za siebie i innych. Konfrontując dzieci z rzeczywistością, w sposób realny uzmysławiała im, że „muszą się przygotować do przyszłego życia, które może nie będzie lekkie”, a drogą do osiągnięcia tego jest zdobycie wykształcenia. W listach niejednokrotnie dopytywała siostry o postępy wychowanków w nauce, zachęcała do pilności, podkreślając wartość rzetelnej pracy, i prosiła: „pomagajcie chłopcom, aby uczyli się dobrze”. Jeśli czasem zdarzyło się, że któreś dziecko nie podołało wymaganiom i nie otrzymało promocji, z wyrozumiałością szukała innego rozwiązania, które pozwoliłoby mu na zdobycie zawodu. W razie potrzeby starała się także o dodatkowe zajęcia, dla tych, którzy byli opóźnieni w nauce.

Nie mniej matka zabiegała o zapewnienie podopiecznym odpowiednich warunków materialnych. Wszelkimi sposobami starała się, by „dzieci miały wszystko, co potrzeba”, ponieważ w ten sposób próbowała „osłodzić ich sieroctwo”. Pobieżna kwerenda pozwala stwierdzić, że pieniądze na utrzymanie zakładów pochodziły z Ministerstwa, Kuratorium, Magistratu, z ofiar rodzin sióstr i osób prywatnych, opłat internistek oraz z zapłaty za ręczne robótki sióstr, które by utrzymać zakład, haftowały nawet nocą. Choć pieniędzy stale brakowało, salezjanek nie opuszczała pogoda ducha i pewność, że Boża Opatrzność „nam pomoże, gdyż zawsze, zawsze bardzo nam pomagała”. Z tego względu często modliły się: „Panie Boże, daj nam pieniądze, których potrzebujemy, aby zapłacić wszystko”.

Matka Laura, chociaż zarządzała sprawami młodego zgromadzenia, z czym wiązało się wiele pracy, a także odpowiadała zarówno za siostry, jak i za dzieci, znajdowała czas, by w listach udzielać wskazówek dotyczących ubioru dzieci, umeblowania pomieszczeń, a nawet ich wystroju. Polecała asystentkom, aby „wszyscy mieli czyste fartuszki i z paskiem […], dziewczynki niech mają biały kołnierzyk, niech spódniczki i pończochy nie będą podarte. Chłopcy niech będą czyści i nie pachną brzydko […]”. Chciała też, by kontrolowano rzeczy wychowanków, aby spały na czystych siennikach, nie chodziły obdarte, jadły dobre potrawy, których jakość sama oceniała przed podaniem. Przykładała dużą wagę do zachowania higieny. Czyniła wysiłki, by dzieci miały zapewnione odpowiednie rozrywki i zabawy, podobno też lubiła gwar bawiących się dzieci, a kiedy milkły, martwiła się, że coś im dolega. Wydaje się, że powodem jej działań był fakt, że sama mając artystyczne usposobienie, dobrze rozumiała jedną z najgłębszych potrzeb osoby, jaką jest potrzeba piękna. Rozbudzając ją w podopiecznych, rozwijała w nich poczucie estetyki i kształtowała wrażliwości na dobro i piękno. Jednak nade wszystko „mateczka” troszczyła się o duchowy rozwój i formację wychowanków. Okazją do dawania wskazówek były wspominane rekreacje, słówka na ucho, stosowane przez ks. Bosko, a także niedzielne konferencje. Zleciła, na przykład by jedna odpowiadała na pytanie: „co powinny robić dziewczynki, aby stawać się dobrymi chrześcijańskimi i patriotkami”. Chciała, by wyznaczona do niej siostra przekazała treść „z twarzą pogodną i uśmiechniętą”. Zapraszała także, by asystentki podtrzymywały tradycję salezjańskiego słówka wieczornego – „Mów im piękne słówka wieczorne, krótkie, ale pełne wiary i oparte na cnotach, na ich obowiązkach” – nalegała.

Przy innych okazjach wdrażała też do szacunku wobec innych, uczyła rozróżniania „autorytet od autorytetu” oraz kształtowała postawy właściwe „w życiu rodzinnym, w kolegium, w społeczeństwie”. Chciała także, by dzieci oswoiły się z posłuszeństwem – „karność i dyscyplina – to dwa czynniki przeciw niemoralności” – mówiła. Dbała także, by wszyscy wychowankowie byli świadomi obowiązującego ich regulaminu i przestrzegali go. W razie jego łamania cierpliwie poprawiała, czasem nawet wielokrotnie, przy tym nigdy nie stosowała kar i zabraniała ich wychowawczyniom. Zdarzały się jednak przypadki, gdzie aby uchronić przed demoralizacją inne dzieci, decydowała się na ostateczne rozwiązanie, jakim było wydalenie osoby. Wskazywała jeszcze, że szczęście doczesne zależy od dobrego spełniania swoich obowiązków, a także znalezienia zajęcia, które współgrałoby z zainteresowaniami i zdolnościami malców. Jej słowa, wypowiedziane w jednym z listów: „Byłoby bardzo dobrze, gdyby on [wychowanek, N.N. – N.R.] mógł wyuczyć się na organistę, szkoda talentu i jego pięknej duszy, jeżeli nie zdobyłby tej wiedzy” zdradzają, że s. Laura, postrzegając człowieka całościowo, rozumiała, że stabilność w sferze intelektualnej czy fizycznej gwarantowała ją także w sferze psychicznej, a nawet duchowej.

Dodatkowo odkrywają, że horyzontem jej pracy nie było zabezpieczenie doczesności, ale osiągnięcie przez wychowanków zbawienia. Z tego względu można uznać, że w przekonaniu matki Laury, podstawowym i skutecznym środkiem kształtującym osobowości dzieci, było wychowanie religijne. Matka Laura, za przykładem ks. Bosko, wychowywała „dobrych chrześcijan”, to znaczy ludzi wierzących w Boga, praktykujących wiarę poprzez oznaki zewnętrznego kultu oraz poprzez dobro czynione dla innych. W procesie tym znaczącą rolę odgrywał przykład jej samej, a także innych sióstr. Zdaniem jednej z salezjanek miłość do ludzi, jaka charakteryzowała „mateczkę”, „granicząca z całkowitym zaparciem się siebie”, miała swoje źródło w „nieustannym zjednoczeniu” z Bogiem. Ono powodowało, że w każdej sytuacji pozostawała spokojna i przekonana o Bożej pomocy. Jednego razu na przykład, gdy w marcu 1940 roku w domu w Laurowie panowała grypa, pisała: „[…] mamy dzieci bardzo chore. Módl się, a potem całą resztę pozostawmy w ręku Bożym, wiedząc, że Jego wola nie dopuści niczego, jak tylko nasze dobro”. Całkowicie zdana na Boga, do podobnej postawy zachęcała także innych, z którymi się spotykała. Dla niej religijność nie była zbiorem praktyk do wykonania, ale sposobem na bycie w relacji w Bogiem, do którego zbliżenie i którego poznanie odbywało się poprzez modlitwę, naukę katechizmu, rekolekcje, a przede wszystkim sakramenty, zajmujące centralne miejsce w propozycji wychowawczej św. Jana Bosko. Stąd podstawą i źródłem apostolskiego zapału, a także pomocą w podejmowaniu wysiłku i pracy nad sobą były sakramenty. Matka z wielką starannością zabiegała o przygotowanie dzieci do Pierwszej Komunii, by była jak najlepiej przez nie przeżyta.

Religijność przeżywana z zaangażowaniem rzutowała na styl wychowania, podpowiadała odpowiednie środki oraz ukierunkowywała każde działanie. Potwierdzają to słowa matki w jednym z listów: „[…] musimy rozpalić ogień w naszych sercach, aby ogrzać także serca innych, musimy pracować z gorliwością i zapałem dla zbawienia dusz”. Istotną rolę odgrywała w tym pobożność maryjna, która stanowiła dla sióstr inspirację do kształtowania w sobie postawy macierzyńskiej. Siostra Laura chciała, aby salezjanki były dla wszystkich matkami. Ich wychowawcze macierzyństwo miało wyrażać się w miłość czułej i równocześnie zdolnej stawiać wymagania, pełnej szacunku wobec osoby i stanowczej, ukierunkowanej na dobro wychowanka i motywującej, i jednocześnie towarzyszącej dyskretnie. Takie postawy sprzyjały budowaniu w domach klimatu rodzinnego, nieodzownego dla wszechstronnego rozwoju i dojrzewania osobowości dziecka. Matka Laura sama dawała temu przykład poprzez postawy, jakie przybierała wobec sióstr, a także dzieci. Jej kobieca intuicja kazała dostrzegać tych, którzy byli najbardziej potrzebujący – Czesia Nowaka, który zaniedbany „wyglądał jak dziecko wydarte śmierci”, a z powodu ciężkiej choroby jelit miał także opóźnienia rozwojowe, czy też dziewczynkę – podrzutka „całą pokrytą wrzodami”. Widząc, że dzieci te wymagały specjalnej opieki, nie zważając na posądzenia o faworyzowanie ich czy odstępstwo od zasad, wzięła je do swojego pokoju, gdzie pielęgnowała do momentu wyzdrowienia. Także wobec sióstr wykazywała się niecodzienną empatią: „Jak ty się czujesz? Czuję w duszy, że cierpisz, że jesteś zmęczona”.

Chociaż często nie mogła pomóc, obdarzała wówczas zrozumieniem i słała słowa otuchy: „to się niedługo skończy”, albo też „[…] tylko twój Oblubieniec jest całą twoją pociechą, prawdziwą i skuteczną. Odwagi! Myśl, że Jezus daje krzyż temu, kogo kocha, i ten, kto go niesie, będzie szczęśliwy”. Wskazane przykłady dowodzą wyraźnie, że cała uwaga matki była zwrócona i skoncentrowana na osobie, którą przyjmowała z całym jej naturalnym wyposażeniem, brakami i walorami. Cechującej ją łagodności uczyła także sióstr w sposób szczególny odpowiedzialnych za siostry i dzieci, stąd w razie ich niedelikatności reagowała stanowczo, choć nadal łagodnie unikając przy tym siły autorytetu czy emocjonalnego nacisku: „Uwierz wreszcie w to, co ci zawsze mówiłam, że irytacja, zamiast naprawić jakąś sytuację, psuje wszystko. Ty myślisz, że kiedy nakrzyczałaś, to zrobiłaś dobrze. Nie, moja droga, zrobiłaś tylko źle i zamiast pomóc duszom, rozgoryczyłaś je i nic więcej”. Chciała, by siostry traktowały dzieci dobrze i widziały „w nich obraz Dzieciątka Jezus”, by szanowały je, dbały o nie w sposób, który pomógłby im poczuć się jak w rodzinie, bo tylko w niej „dziecko może rozwijać się swobodnie”. Zdaniem matki taki sposób traktowania wpływał na postawę dzieci wobec Boga – zachęcał je, by „wszystkie chwaliły Pana w radości, a nie w lamentach”.

Na koniec trzeba zauważyć, że styl wychowania s. Laury idealnie współgrał z wychowawczymi propozycjami Założycieli. Znający ją ludzie uważali, że kierował nią „prawdziwy duch ks. Bosko” i „duch Mornese”. Jednak matka nie powtarzała tego, co robił ks. Bosko czy Matka Mazzarello, ale przeniknięta ich wskazaniami dokonała twórczej interpretacji i zaaplikowała je do warunków Polskich, dzięki czemu życie w pierwszych wspólnotach przypominało „to samo życie co na Valdocco i Mornese”. Przy tym „umiała wytwarzać wokół siebie atmosferę wielkiego entuzjazmu do Zgromadzenia”, a także natchnąć miłością do Założycieli i ich „ducha apostolskiego”.

Najlepszym świadectwem danym matce Laurze i pierwszym siostrom są podziękowania, jakie przez radio Wolna Europa skierowali wobec nich wychowankowie mieszkający w Ameryce – dziękowali wówczas „za otrzymane wychowanie i solidy fundament kulturalny i duchowy, na którym mogli budować swe dalsze dobre i uczciwe życie”.


Autorka opracowania: s. Natalia Roman fma

Bibliografia

I. Źródła

ASIWr FMA, Matka Laura Meozzi: Wspomnienie sióstr i osób świeckich o Matce Laurze:

Wspomnienie Agnieszki Cuber, 28.06.1979 r.

Wspomnienie Bronisławy Błaszczok, 29.02.1979 r.

Wspomnienie Czesława Nowaka, [?].

Wspomnienie Donaty Rajzer, 24.10.1979 r.

Wspomnienie Emilii Nowak, 08.12.1979 r.

Wspomnienie Heleny Zaremby, 03.07.1979 r.

Wspomnienie Janiny Wawrzyniak, 06.05.1979 r.,

Wspomnienie Kazimierza Pawińskiego, 06.05.1979 r.

Wspomnienie Łucji Gorywody, 01 .07.1979 r.

Wspomnienie Margot Łaskiej, 02.07.1979 r.;

Wspomnienie s. Agnieszki Gajowczyk, 20.10. 1979 r.

Wspomnienie s. Anieli Księżopolskiej, 05.05.1979 r.

Wspomnienie s. Bronisławy Golubiewskiej, 10.11.1979 r.

Wspomnienie s. Bronisławy Kwietniewskiej, 24.10.1979 r.

Wspomnienie s. Bronisławy Opertowskiej, 13.10.1979 r.

Wspomnienie s. Bronisława Rudzka, 09.05.1979 r.

Wspomnienie s. Elżbiety Fujównej, 08.12.1979 r.

Wspomnienie s. Franciszki Matysiewicz, 11.10.1979 r.

Wspomnienie s. Genowefy Gauk, 21.10.1979 r.

Wspomnienie s. Heleny Kwiecień, 10.05.1979 r.

Wspomnienie s. Ireny Sikorskiej, 20.10.1979 r.

Wspomnienie s. Jadwigi Górskiej, 06.05.1979 r.

Wspomnienie s. Janiny Ziarko, 29.10.1979 r.

Wspomnienie s. Józefy Paszko, 10.11.1979 r.

Wspomnienie s. Julii Janus, 29.10.1979 r., mps

Wspomnienie s. Łucji Kowalczyk, 04.05.1979 r.

Wspomnienie s. Marianny Chodziutko, 24.10.1979 r.

Wspomnienie s. Marty Habatula, 29.10.1979 r.

Wspomnienie s. Otylii Lichoty, 24.06.1979 r.

Wspomnienie s. Wandy Michalskiej, 08.11.1979 r.

Wspomnienie s. Weroniki Milewskiej, 06.05.1979 r.

Wspomnienie s. Władysławy Rudzkiej, 27.08.1979 r.

Wspomnienie s. Zofii Gądek, 12.10.1979 r.

Wspomnienie s. Zofii Wojtkowiak, 06.05.1979 r.

Wspomnienie Zofii Paprockiej 26.10.1979 r.

Bosko J., List z Rzymu do wspólnoty salezjańskiej Oratorium w Turynie-Valdocco, w: Źródła salezjańskie, t. 1: Ksiądz Bosko i jego dzieło. Antologia, Poligrafia Salezjańska, Kraków 2016, s. 555-564.

Bosko J., System prewencyjny w wychowaniu młodzieży, w: Źródła salezjańskie, t. 1: Ksiądz Bosko i jego dzieło. Antologia, Poligrafia Salezjańska, Kraków 2016, s. 543-549.

Bosko J., Wspomnienia Oratorium św. Franciszka Salezego 1815-1855, wprow. A. Giraudo, tłum. K. Kozak, Wydawnictwo Salezjańskie, Warszawa 2015.

Calosso C., M. Secco, Facciamo memoria. Cenni biografii delle FMA defunte nel 1975, Istituto Figlie di Maria Ausiliatrice, Roma 2007.

Ceria E., Memorie Biografiche, t. 18: Lata 1886–1888, tłum. C. Pieczeńczyk, nakład własny, Pogrzebień 1963.

Cronistoria, t.1: Przygotowanie i założenie Instytutu 1828-1872, red. G. Capetti, nakład własny, Środa Śląska 2006.

Cronistoria, t. 2: Instytut w Mornese pierwsza ekspansja 1872-1879, red. G. Capetti, nakład własny, Środa Śląska 2006.

Cronistoria, t. 3: Z Nizza Monferrato nowa ekspansja z Matką Mazzarello (1879-1881), red. G. Capetti, nakład własny, Środa Śląska 2006.

Dekret z dnia 7 lutego 1919 roku o obowiązku szkolnym (Dz. Urz. Min. WRiOP, 1919, nr 2, poz. 2), online:http://mbc.cyfrowemazowsze.pl/dlibra/docmetadata?id=15650&from=publication (dostęp: 17.02.2020 r.).

Jakubiec J., Szkice biograficzne Córek Maryi Wspomożycielki zmarłych w Polsce w latach 1922-1972, nakład własny, Wrocław 1997.

Karta tożsamości Rodziny Salezjańskiej Online: http://ssw.sdb.org.pl/images/kartatozsamoscirodzinysalezjanskiej.pdf (dostęp: 21.03.2020 r.).

Konstytucje i Regulaminy Zgromadzenia Córek Maryi Wspomożycielki, Rzym 2015.

Konstytucje Towarzystwa św. Franciszka Salezego, Rzym 1986.

Lemoyne J.B., Memorie Biografiche, t. 1,tłum. C. Pieczeńczyk, nakład własny, Pogrzebień 1963.

Lemoyne J.B., Amadei A., Memorie Biografiche, t. 10, cz. 2, , tłum. C. Pieczeńczyk, nakład własny, Pogrzebień 1963.

Lemoyne J.B., Memorie Biografiche, t. 7, , tłum. C. Pieczeńczyk, nakład własny, Pogrzebień 1963.

List Apostolski Jana Pawła II Iuvenum Patris w setną rocznicę śmierci św. Jana Bosko, online: http://www.rozanystok.pl/?q=aktualnosci/22018/list-apostolski-jana-paw-ii-iuvenumpatris-w-setn-rocznic-mierci-w-jana-bosko (dostęp: 15.04.2020 r.).

Listy Matki Laury Meozzi, t. 1, tłum. i oprac. J. Jakubiec, nakład własny, Wrocław 2006.

Listy Matki Laury Meozzi, t. 2, tłum. i oprac. J. Jakubiec, nakład własny, Wrocław 2006.

Odezwa Rady Regencyjnej proklamująca niepodległość Polski, online: https://pl.wikisource.org/wiki/Odezwa_Rady_Regencyjnej_proklamuj%C4%85ca_niepodleg%C5%82o%C5%9B%C4%87_Polski (dostęp: 17.02.2020 r.).

Sikorska M., Moje wspomnienie o Matce Laurze Meozzi, nakład własny, Sokołów Podlaski 1972.

II. Opracowania

Amorevolezza hasło w Słowniku internetowym, online:http://www.treccani.it/vocabolario/amorevolezza/

oraz http://www.treccani.it/vocabolario/amorevolezza_%28Sinonimi-e-Contrari%29/ (dostęp: 18.01.2020 r.).

A. Auffray, Święty Jan Bosko, tłum. M. Gabryel i in., Wydawnictwo Salezjańskie Warszawa, Warszawa 2001.

Agosso D., Maria Mazzarello. Przykazanie radości, Instytut Córek Maryi Wspomożycielki, Wrocław 2000.

Asystencja wychowawcza w myśli pedagogicznej ks. Bosko, oprac. J. Wróbel, nakład własny, Bazylczuk Z., Rozwój i działalność Zgromadzenia Córek Maryi Wspomożycielki (sióstr salezjanek) w Polsce w latach 1922-1939, Lublin 1977; mps pracy magisterskiej przechowywany w ASIWr FMA.

Błońska G., System wychowawczy św. Jana Bosko w aspekcie psychologii wychowawczej, Lublin 1959; praca magisterska przechowywana w Archiwum Uniwersyteckim Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II.

Brzoza C., Polska w czasach niepodległości i II wojny światowej (1918-1945), Fogra Oficyna Wydawnicza, Kraków 2001.

Brzoza C., Sowa A.L., Historia polski 1918-1945, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2006.

Capetti G., Koleje Zgromadzenia na przestrzeni jednego wieku, Zgromadzenie Córek Maryi Wspomożycielki, Dzierżoniów 1973.

Cavaglià P., Educazione e cultura per la donna. La Scuola “Nostra Signora delle Grazie” di Nizza Monferrato dalle origini alla riforma Gentile (1878-1923), Libreria Ateneo Salesiano, Roma 1990.

Chwalba A., Historia powszechna. Wiek XIX, PWN, Warszawa 2008.

Cian L., System zapobiegawczy św. Jana Bosko, tłum. M. Gabryel, Wydawnictwo Salezjańskie, Warszawa 2001.

Cigolla E., Chiamate a una Vita di comunione. Comunità fondate da S. Maria Domenica Mazzarello dal 1874-1880,Istituto Figlie di Maria Ausiliatrice, Roma 2004.

Dalcerri L., Dusza, w której działa Duch Święty. Św. Maria Dominika Mazzarello, tłum. Jadwiga Jakubiec, Zgromadzenie Córek Maryi Wspomożycielki, Dzierżoniów 1973.

Desramaut F., Studia do biografii Księdza Bosko, t. 1: Młodość (1815-1844), tłum. T. Jania, Salezjanie Kraków, Kraków 1994.

Desramaut F., Studia do biografii świętego Jana Bosko, t. 4: Założyciel Zakonny (1859-1866), tłum. T. Jania, Salezjanie Kraków, Kraków 1992.

Desramaut F., Studia do biografii świętego Jana Bosko, t. 5: Pełna dojrzałość, (1867-1874), tłum. T. Jania, Salezjanie Kraków, Kraków 1991.

Dudziak J., Sowińska Z., Wielkie serce Matki. Matka Laura Meozzi. Pierwsza przełożona prowincjalna Córek Maryi Wspomożycielki, nakład własny, Wrocław 2002.

Durak A., Ksiądz Bosko a święty Franciszek Salezy, „Seminare”, 9 (1987/1988), s. 91-97.

Gałęzowski M., II Rzeczpospolita, w: Od niepodległości do niepodległości. Historia Polski 1918-1989, red. A. Dziurak, M. Gałęzowski, Ł. Kamiński, F. Musiał, IPN, Warszawa 2010.

Ghiberti G., Spotkać księdza Bosko, tłum. J. Jurczyński, Wydawnictwo Salezjańskie, Warszawa 2018.

Gierowski J., Historia Włoch, Ossolineum, Wrocław, Warszawa, Kraków 1985.

Giudici M. P., Borsi M., Maria Domenica Mazzarello. Una vita semplice e piena di amore, Elledici, Torino 2008.

Grassiano M.D., W kraju brzóz, Wydawnictwo Salezjańskie, Warszawa 2007.

Jakubiec J., Poemat dobroci. Życie Sługi Bożej Matki Laury Meozzi Pierwszej Przełożonej Córek Maryi Wspomożycielki w Polsce, Wydawnictwo Salezjańskie, Warszawa 2011.

Kępski C., Dziecko sieroce i opieka nad nim w Polsce w okresie międzywojennym, Lublin: Wydawnictwo UMCS 1991.

Kothgasser A., Lemoyne G.B., Caviglia A., Maria Dominika Mazzarello. Proroctwo życia, Instytut Córek Maryi Wspomożycielki, Wrocław 2001.

Krawiec J., Powstanie Towarzystwa św. Franciszka Salezego oraz jego organizacja i działalność na ziemiach polskich, Poligrafia Salezjańska, Kraków 2004.

Kunowski S., Podstawy współczesnej pedagogiki, Wydawnictwo salezjańskie, Warszawa 2001.

Lewek B., Attività educativa delle FMA in Polonia: dal 1922 agli inizi degli anni ’60,w: L’educazione salesiana in Europa negli anni difficili del XX secolo, a cura di G. Loparco, S. Zimniak, Libreria Ateneo Salesiano, Roma 2008, s. 440-456.

Lewek B., La presenza educativa delle Figlie di Maria Ausiliatrice in Polonia. Insediamento e primefasi di sviluppo (1922-1939), Roma 1997/ 1998, mps pracy doktorskiej przechowywany w ASIWr FMA.

Liturgiczne wspomnienie św. Jana Bosko, online:http://www.janpawel2.pl/centrumjp2/2805-liturgiczne-wspomnienie-w-jana-bosko (dostęp: 18.01.2020 r.).

Łukawska M., Obecność Córek Maryi Wspomożycielki w Różanymstoku, s. 3. Mps w zbiorach autorki, udostępniony za zgodą s. dr M. Łukawskiej.

Maccono F., Duch i cnoty świętej Marii Dominiki Mazzarello współzałożycielki i pierwszej Przełożonej Generalnej Córek Maryi Wspomożycielki, Instytut Córek Maryi Wspomożycielki, Turyn 1958.

Maccono F., Święta Maria Dominika Mazzarello pierwsza Przełożona Generalna Zgromadzenia Córek Maryi Wspomożycielki założonego przez św. Jana Bosko, cz. 1-2: 1837-1877, Instytut Córek Maryi Wspomożycielki, Turyn 1934.

Marszałek J., Personalizm i pedagogia prewencyjna ks. Jana Bosko, Wydawnictwo Salezjańskie, Kraków 2010.

Motto F., Prellezo J. M., Giraudo A., Wprowadzenie, w: Źródła salezjańskie, t. 1: Ksiądz Bosko i jego dzieło. Antologia, Poligrafia Salezjańska, Kraków 2016, s. 13-69.

Nałęcz T., Historia Polski t. 2 – lata 1904-1939, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2007.

Niewęgłowski J., Towarzystwo Salezjańskie wobec wyzwań edukacyjnych w latach 1918-1939, „Seminare”, 36 (2015), s. 151-162.

Nowak A., Walka o granice: 1918-1921, w: Polski wiek XX, red. K. Persak, P. Machcewicz, Bellona i Muzeum Historii Polski, Warszawa 2009.

Oliari E., Varazze, 1907: lo scandalo del collegio dei salesiani e i moti anticlericali, 25 maggio 2005, online: https://www.culturagay.it/saggio/220#_ftn7 (dostęp: 15.02.2020 r.).

Palka S., Podstawy metodologii badań w pedagogice, Gdańskie Wydawnictwo Pedagogiczne, Gdańsk 2010.

Pankowska W., Zgromadzenie Córek Maryi Wspomożycielki (salezjanek) w Polsce 1936-1947, Lublin 1977, mps pracy magisterskiej przechowywany w ASIW FMA.

Pastor Ramírez J., “Il “Buon Cristiano e Onesto Cittadino” di Don Bosco e la Legalità”. Referat został zaprezentowany podczas Forum Byłych Wychowanków ks. Bosko, które odbyło się w Zelarino w dn. 18-20 marca 2011, pt. “Educarsi ed educare alla legalità: le regole e il senso etico in una società di persone con diritti e doveri”, http://www.salesianiperilsociale.it/wp-content/uploads/2015/09/Leducazione-allacittadinanza.pdf(dostęp: 19.12.2019 r.).

Stańczyk P., Wykształcenie ludności II Rzeczypospolitej w świetle badań GUS, „Społeczeństwo i Ekonomia”, 2016, nr 1(5), s. 7-26.

Świda A., Towarzystwo Salezjańskie. Rys historyczny, Poligrafia Salezjańska, Kraków 1984.

Vecchi J.E., Duchowość Salezjańska. Rekolekcje wygłoszone przez Przełożonego Generalnego Towarzystwa Salezjańskiego, tłum. M. Brzezinka, Wydawnictwo Salezjańskie, Warszawa 1999.

Von Matt L., Bosco H., Ksiądz Bosko, tłum. J. Jurczyński, K. Siekierski, Wydawnictwo Salezjańskie, Warszawa 1994.

Weinschenk R., Podstawy pedagogiki Księdza Bosko, Wydawnictwo Salezjańskie, Warszawa 1996.

Wilk J., Pedagogika rodziny. Zagadnienia wybrane, Poligrafia Salezjańska, Lublin 2002.

Wojtyniak J., Radlińska H., Sieroctwo. Zasięg i wyrównanie, Polski Instytut Służby Społecznej, Wrocław 1946. Zito G., Educazione della donna in Sicilia tra otto e novecento. Le Figlie di Maria Ausiliatrice e Luigi Sturzo, Libreria Ateneo Salesiano, Roma 2002.

INFOSFERA
Zgromadzenie Córek Maryi Wspomożycielki
(Siostry Salezjanki)
Inspektoria Warszawska
  • ul. Warszawska 152, 05-092 Łomianki